„Wszyscy Do Wioseł” to najbardziej spektakularne wydarzenie w wachlarzu działań warszawskiej Fundacji Legii. Zacznijmy więc do Fundacji, której misją jest budowanie wspólnoty działającej w obszarze wsparcia, nadziei, wiary w siebie. Niesie realną pomoc, integruje, środowiska dzieci i młodzieży. Osób dotkniętych chorobą z ryzykiem wykluczenia społecznego. Fundacja Legii to nie tylko obszar Warszawy, zasięgiem swoim obejmuje cały kraj. „Wszyscy Do Wioseł” to działanie z rozmachem, zasięgiem, wreszcie prestiżem. Listopadowa edycja zebrała ponad siedemset pięćdziesiąt osób, 28 ergometrów wioślarskich na których każdy przepłynął 11 min. Dlaczego 11 min. ? otóż tyle średnio trwa rozmowa telefoniczna. Rozmowa potrzebującego, szukającego wsparcia dziecka z telefonem zaufania nr 116 111 Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Tym razem właśnie ta Fundacja została objęta mecenatem Fundacji Legii. Sięgając wstecz, można powiedzieć, że efektywność tych działań jest znacząca. Począwszy od herbaty, liczonej w tysiącach litrów dla osób borykających się z bezdomnością. Przez urządzenia sportowe dla osób z niepełnosprawnością, wyposażenie i sprzęt dla placówek medycznych, po karetkę przekazaną Centrum Zdrowia Dziecka.
Magazyn SKIFF też miał zaszczyt uczestniczyć w tegorocznych regatach. To honor być częścią grupy w skład której wchodziły osobowości z kręgów władz państwa, kultury, sportu, rozrywki, mediów i innych obszarów społecznych. To fantastyczne czuć się jak trybik osadzony w wielkiej doskonale funkcjonującej maszynie. Mieliśmy możność i przyjemność zadać parę pytań Pani Prezes Annie Mioduskiej. Pani Prezes, skąd ergometr a nie powiedzmy piłkarzyki czy lotki ? Z takim pomysłem przyszli do nas zaprzyjaźnienie przedstawiciele warszawskiego AZS Robert Borys i Ulrike Fuhrmann, celem którego miała być pomoc skierowana do sportowców z niepełnosprawnością w zakupie sprzętu sportowego w szczególności właśnie ergometrów wioślarskich. Pomysł wydawał się być dość oryginalny i szalony w swojej koncepcji. Całe przedsięwzięcie z założenia trwało 24H, każdy wiosłował 20 min. Było to bardzo trudne organizacyjnie i wymagające wydolnościowo dla uczestników. Przypominam to był rok 2015. Miała to być jednorazowa impreza, ale z kolejnym rokiem, ktoś rzucił: pamiętacie jaka to była fajna impreza … no i tak to się zaczęło. Proszę powiedzieć, czy nie było kłopotu z potrzebną ilością uczestników? Jaka jest różnica, co się zmieniło w porównaniu pierwszej edycji z dzisiejszą ? Wtedy personalnie to było trudne, niektórzy jechali nawet trzy razy, chociaż mieliśmy mniejszą ilość ergometrów. Pan spojrzy co się dziś dzieje. Lista startowa była kompletna na tydzień przed jej zamknięciem. Jeszcze w zeszłym roku mieliśmy szesnaście, dziś dwadzieścia osiem urządzeń. Jakie plany na przyszłość ? Tak więc na pewno w listopadzie będzie się odbywać impreza. Założeniem jest utrzymanie czasu płynięcia czyli 10 min. Ten rok jest wyjątkowy z uwagi na średni czas trwania rozmowy w dziecięcym telefonie zaufania. Czy uda nam się powiększyć ? ona już jest logistycznie trudna, ale kto wie. Wiadomą jest, że im więcej uczestników tym bardziej przekłada się to na wielkość uzbieranych pieniędzy. Dla kogo będziemy płynąć za rok? tego jeszcze nie wiemy. Musimy najpierw zamknąć ten rozdział. Później włączamy „radar” i zaczynamy szukać, jaki cel społeczny jest ważny i wart tej zbiórki. Czy jest coś lub ktoś, kto by Panią zaskoczył np. swoją obecnością ? Oj wszyscy są ważni, ale tak na świeżo to np. Pan Adam Bodnar były Rzecznik Praw Obywatelskich. Teraz dostałam informację, że jest również dziś mianowana nowa Rzecznik Praw Dziecka Pani Monika Horna-Cieślak , ale muszę powiedzieć że trudno kogoś wybrać, każdy uczestnik to miód na moje serce. Wszystkich witam z otwartymi ramionami. Piękne jest to, że udział może wziąć każdy, nie trzeba być sportowcem. Zgłaszają się ekipy różnych profesji, różnych płaszczyzn społecznych. Pani Prezes z ogromną wdzięcznością dziękujemy za poświęcony czas i żyjemy nadzieją, że do zobaczenia za rok.
Wykorzystując fakt znajomości jednej z pomysłodawców przedsięwzięcia Ulrike Fuhrmann zapytaliśmy o początki. Uli opowiedz, jak to się zaczęło ? Każdy kto mnie zna, wie że lubię wyzwania. W swoim życiu uprawiałam różne dyscypliny sportowe. Triathlon z Iron Man włącznie. Ścigałam się w biegach na orientację trwających po 75/80H, bez spania na kompletnym zmęczeniu. Jeździłam na nartach, jazda konna, jazda w psich zaprzęgach, dużo na rowerze, wspinaczka, bieganie. Generalnie wszystko co jest ciekawe i wymaga wytrzymałości. Po licznych kontuzjach, szukając nowej dyscypliny dla siebie trafiłam do wioślarstwa. Wtedy to wpadliśmy z moim ówczesnym, już byłym trenerem Robertem Borysem na pomysł by zrobić coś charytatywnego dla sportowców z niepełnosprawnością. Coś co jest „po linii” z moim charakterem, znaczy ma być wymagające pod względem fizycznym, ale tak by mocniej lub słabiej mógł zrobić to każdy. Celem stały się ergometry przystosowane dla tej grupy społecznej. Moi liczni sportowi znajomi zasygnalizowali ze jest taka fundacja w Hiszpanii, Madrycie – Fundacion Deporte y Desafio, która może się włączyć w projekt. Pozostało wyznaczyć cel i takie zadanie zostało przedstawione. Pokonać na ergometrach w ciągu 24H, dystans z Warszawy do Madrytu tj. 2294 km. Mieliśmy do dyspozycji sześć urządzeń z czego dwa dostosowane do potrzeb niepełnosprawnych. Głównym sponsorem był Bank Santander, który miał wypłacić 10,00 zł. za każdy przejechany kilometr, ale po przepłynięciu deklarowanego założenia. Udało się nam popłynąć więcej kilometrów. Udział wzięli przedstawiciele wszystkich dyscyplin sportowych jakich ja znałam i jacy się zapisali usłyszawszy o wydarzeniu. To byli twardziele, bo tylko zaprawieni w bojach mogli poddać się wysiłkowi o drugiej, trzeciej w nocy czy nad ranem. O pomoc logistyczną i organizacyjną poprosiliśmy Fundację Legii i to się okazał „strzał w dziesiątkę”. Zaczęliśmy w 2015 roku, na moment zatrzymała nas tylko pandemia, ale każda edycja miała i ma coraz większy rozmach. Najważniejsze dla mnie jest to, że co roku biorą w regatach udział osoby z niepełnosprawnością, że mogą z nami być i nie są wykluczone z uczestnictwa. To jest ważne.
Osada redakcji, zagościła koło 17:00, a atmosfera wielkiego wydarzenia była wszechobecna. Począwszy od wejścia, szatnie, biuro zawodów, miejsce startu wreszcie strefa wypoczynku z przygotowanym poczęstunkiem dla uczestników. Wszystko na najwyższym poziomie. Przyjaźni ludzie, spotykamy znajome twarze, spotykamy osoby które oglądaliśmy na „szklanym ekranie” począwszy od imprez sportowych, a na obradach Sejmu skończywszy. Dawka dobrej energii i przekonania że uczestniczymy w czymś naprawdę ważnym i prestiżowym. Tak, my już czekamy na przyszłoroczną edycję.
Materiał przygotował Marek Wejs.
Zdjęcia SKIFF, Fundacja Legii