W połowie czerwca gościliśmy na cyklicznych zawodach, spotkaniu, mitingu radości i dobrej zabawy. Warsaw Head, to o nich mowa. Cykliczne regaty z uśmiechem i zabawą wiosłem w tle. Oczywiście były osady z nazwijmy to ambicjami, jak też zawodnicy, dla których ważnym było być. Pokazać się z najlepszej strony, bawić się dobrze. Jest to impreza z cyklu tych, na których trzeba, wypada być. Prawie trzystu startujących w konkurencjach każdej maści. Od licealistów przez juniorów, seniorów, mastersów, amatorów, załogi firmowe. Możemy z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że „zabieg” na żywym organizmie został przeprowadzony kompletnie profesjonalnie. Wszystko odbyło się w punkt i czas. Osady wypuszczone tradycyjnie w trzech dywizjach. Pomieszane wiekowo i umiejętnościowo. Zaczepiające się wesoło w strefie startowej, życzące sobie powodzenia. Goście przyjechali ze swoim sprzętem, a jak nie mieli, mogli pożyczyć. Biuro zawodów wrzało od świtu, punkt z regatowymi pamiątkami kusił swoją zawartością i uroczą obsługą. Oni to chyba zrobili specjalnie. Strefa kibica usytuowana jak co roku w okolicach mety kipiała w chwilach pojawiania się kolejnych łodzi. Oprawą spikerską zajął się sam Prezes organizatora regat, jak to mówią wszystkie ręce na pokład. Ilości motorówek obsługi, sędziowskich nikt nie zliczył. Warunki pogodowe chyba wymagały paktu z diabłem, jeśli ktoś wie, co się działo w dni przed i po zawodach. Miasteczko regatowe skromnie, ale wzorowo przygotowane dla przyjezdnych. „Pudło” medalowe w okolicznościach przyrody plaży praskiej, to robiło robotę. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Rozdanie medali z szacunkiem, ale bez przesadnego nadęcia. Chociaż coś redakcję zastanowiło i jest to efekt corocznych obserwacji. Wręczenia medali zawsze dokonują przedstawiciele organizatora. Ubrani w pasiaste kolorowe marynarki wzbudzające w publice przyjazny uśmiech zaskoczenia oryginalnością wdzianka. Myślimy sobie, że warto czasem zaprosić do ceremonii np. przedstawiciela Zarządu PZTW, może kogoś innego obecnego na dekoracji, kto przyniósłby, dodał bardziej uroczystego charakteru chwili. Proces przygotowań, startów, nagradzania zamyka również cykliczne spotkanie przy grillu. Gdzie z napojem izotonicznym tylko przypadkowo zawierającym śladowe ilości alkoholu można żywo pogadać, powspominać, obiecać, że za rok widzimy się znowu. Fantastyczna atmosfera, wszechobecny uśmiech i dobre słowo. Ściganie szło ramię w ramię z doskonałą zabawą. Pod wrażeniem? Zdecydowanie.
Tak, gratulujemy i czekamy na kolejną edycję czerwcowego show. Brawo dobra robota.
SKIFF
Foto – Warsaw Head, Zdzisław Biernacki.