Słowo od redakcji – takie wydarzenia są wyzwaniem dla całej społeczności klubowej. To nie tylko zawodnicy, to również sztab ludzi dookoła. Wszystko w ciągłej pracy przez 24 godziny. To łącza sieciowe, które muszą być sprawne przez każdą minutę. Wszyscy w pełnej gotowości, nawet nad ranem kiedy brak snu „zabija” każdy zapał. Ekipa Płockiego Towarzystwa Wioślarskiego „podjęła rękawicę” i wzięła udział w zmaganiach na ergometrze wioślarskim przez 24 godziny jazdy non stop. Kończąc wydarzenie nieoficjalnie, po wstępnym zliczeniu metrów na pierwszym miejscu. Czy to sukces? A czy nie? Dla nas wielka sprawa, biorąc pod uwagę, że obsada była międzynarodowa. Niżej materiał przygotowany przez przyjaciółkę SKIFF-a Magdalenę Regulińską, która tam była, wszystko widziała i zechciała podzielić się wrażeniami.
„W dniach 05.12.2025-06.12.2025 Płockie Towarzystwo Wioślarskie uczestniczyło w wyjątkowym międzynarodowym wydarzeniu ErgoChallenge24h 2025. Wyzwanie polegało na rozpoczęciu
i zakończeniu maratonu na ergometrze wioślarskim w wyznaczonych godzinach. Z dwunastu zgłoszonych klubów podjęło wyzwanie i wystartowało pięć. Atmosfera była niesamowita, ale może zacznijmy od początku …
W maju bieżącego roku nasz klub rozpoczął nawiązywanie współpracy z czeskim klubem z Hodonina, co zaowocowało wyjazdem kilku zawodników na regaty do wspomnianej wyżej miejscowości. We wrześniu zajęliśmy się wspólnie planowaniem obozu biegowego w styczniu 2026 w Jeseniky.
W listopadzie otrzymaliśmy zaproszenie do współudziału w wyzwaniu – maraton 24 – godzinny na ergometrze wioślarskim. Początkowo bez większego entuzjazmu, z wieloma obawami: czy podołamy wyzwaniu, czy będą chętni zawodnicy, jak do tego podejść organizacyjnie, co ze zmianami uczestników. Z czasem obawy same się rozwiały, nasza młodzież chętnie wpisywała się do harmonogramu, z pomocą zgłosili się nasi niezawodni Mastersi, a nawet otrzymaliśmy wsparcie płockiego Olimpijczyka Piotra Buchalskiego. Prezes PTW, Pan Jacek Karolak, nad wszystkim sprawował pieczę, proponował rozwiązania techniczne, organizacyjne, zadbał o posiłki regeneracyjne dla uczestników. W końcu przyszedł ten dzień, piątek 05.12.2025, godzina 14:30 (o tej godzinie zostało otwarte okno do sprawdzenia połączenia z aplikacją) i tu zaskoczenie, nie działa! Gorączkowo szukanie połączenia, resetowanie sprzętu, równocześnie byliśmy cały czas na łączach z pozostałymi uczestnikami wyzwania. W końcu kilka minut po 15:00 nawiązaliśmy połączenie. Całość była wstrzymywana ze względu na pojawiające się z naszej strony problemy techniczne. Następnie pojawiły się kolejne problemy techniczne od strony organizatora, w końcu udało się rozpocząć maraton o godzinie 16:00. Zapoczątkował Prezes PTW jazdą na ergometrze, młodzież zachwycona, widzi swego trenera, który trzyma wysokie Waty. Po zmianie pierwszego uczestnika
z harmonogramu zawodnicy słyszą hasło: „Ścigamy się”, wstąpił w nich duch walki. Założeniem było rozpocząć i zakończyć, w instrukcji od czeskiego partnera było wyraźnie zaznaczone, że wyzwanie nie jest wyścigiem. A jednak, słowo trenera zawodnik traktuje jak amen w pacierzu! W planie mieliśmy rozpisanych uczestników w zmianach co pół godziny, jednak po dwóch godzinach młodzież samodzielnie dokonała korekty na rzecz slotów 5 i 10 – minutowych, aby podbijać na wyświetlaczu moc, dystans, ilość przejechanych km. Całość była podzielona na trzy tury 8-godzinne. Pierwszą skończyliśmy z dużą przewagą nad pozostałymi klubami, mając przejechane 126 670 metrów. Na koncie firmowym PTW na bieżąco pojawiały się posty informujące o postępach, linki z live, gdzie można było nas śledzić, stream na którym można nas było oglądać, rolki i relacje z wydarzenia. Uczestnicy podczas każdej kolejnej tury nie tracili zbędnych sekund, zamieniali się tak szybko niczym PIT STOP w Formule 1, ambitna presja, którą sami sobie narzucili, nie pozwalała na straty. Około 1:30 w nocy wystąpiły problemy techniczne z naszej strony, których nikt się nie spodziewał. Nie tylko nie mogliśmy nawiązać połączenia z aplikacją, ale również monitor po przejechaniu dystansu nagle nam się resetował i pojawiało się „0”, od którego dalej kontynuowaliśmy jazdę na ergometrze. W końcu zapadła decyzja, aby wszystko zrestartować i wymienić monitor. Zabrało nam to ok. 30 minut. Do końca drugiej tury nie udało się przywrócić połączenia, jednakże organizatorzy zadecydowali o sczytywaniu przejechanego dystansu z pamięci monitora, po zakończonym etapie. Łączny dystans drugiego odcinka to 116 470 metrów. Oczywiście każdy czuł niedosyt, młodzież biła się w pierś, że straciliśmy przez ten czas kilkanaście kilometrów. Dwunastu uczestników, którzy zabezpieczali nam 16 godzin wyzwania, nad ranem w sobotę powoli zaczynało brać wielkie zmęczenie. Kończąc drugą turę, pomału rozwoziliśmy wioślarzy do domu na zasłużony sen. Trzeci etap w głównej mierze należał do mastersów, którzy otrzymali wsparcie juniorów, w szczególności w ostatnich godzinach wyzwania. Skończyliśmy z dystansem 106 508 metrów, na drugiej pozycji. A teraz liczby:
- Łącznie przejechaliśmy 349 648 metrów.
- Zmian naliczyliśmy ponad 200.
- Uczestników 27.
- Najdłuższy czas jednym ciągiem: 39 minut.
- Najkrótszy odcinek: 4 minuty.
- Najmłodszy uczestnik: 15 lat.
- Najstarszy uczestnik: 59 lat.
Po zliczeniu dokładnie wszystkich dystansów, a w szczególności najbardziej kłopotliwy nasz drugi etap, okazało się, że przejechaliśmy najwięcej km, tym samym mamy tytuł: The Strongest Team Spirit! Nasza młodzież była tak silna, że nawet strata 30 minut nie zagroziła uzyskaniu 1 pozycji.
Atmosfera? Była niesamowita, fantastyczna, jedyna, niepowtarzalna. Zawodnicy sami się nakręcali na podbijanie Watów. Ponad naturalne siły i zdolności po to, tylko aby jak najwięcej przejechać, jak najwięcej nabić kilometrów. Dwóch opiekunów spokojnie obserwowało sytuację, podawało napoje, przynosiło posiłki regeneracyjne, próbowało włączyć dla oczekujących wyścigi Formuły 1 na siłowni (w sumie się nie udało), zamawiało pizzę. Sprawdzali stan drzemiących w pokoju wyciszenia, podziwiali i kręcili głową z niedowierzaniem, ile siły i energii drzemie w tych młodych duszach. Polecielibyśmy z nimi na koniec świata, ale to banał. Z NIMI !!, a może na Biegun Północny, bo tam nic nie ma. Z tą młodzieżą zbudujemy tam imperium!!!
Czy coś nie wyszło? Ach sporo, na pewno dołujące były problemy techniczne, jednakże po raz pierwszy łączyliśmy się za pomocą aplikacji. Na przyszłość już wiemy, jaki problem mówi nam o zmianie urządzenia mobilnego. Żeby nie przejmować się resetowanym dystansem na monitorze, tylko jechać dalej, by nie tracić czasu. Wcześniej trzeba też zabezpieczyć dobre łącze na kino wieczorne na siłowni, przyda się.
Uczestnicy? Zmęczeni, ale szczęśliwi. Czy pojadą za rok? Się zobaczy”
Tekst – Magdalena Regulińska, nagłówek SKIFF.
Foto – młodzież PTW