Płock, przyjazny i gościnny Płock, któremu pogoda zawsze chce dokuczyć. Tak, tak w zeszłym roku  było pięknie spokojnie i słonecznie, taki wyjątek. Mistrzostwa Polski w sprintach wioślarskich i Memoriał Juliusza Kawieckiego, wybitnie zasłużonej osoby dla wioślarstwa płockiego. Prekursor, założyciel Płockiego Towarzystwa Wioślarskiego, zawodnik, działacz. Zdobywca pierwszego mistrzostwa kraju dla płockiego klubu w dwójce bez sternika. Później szef PTW, „sprawca” wielu dobrych rzeczy dla swojego klubu. Wracamy na zawody. Mistrzostwa Polski w sprintach o tym przeczytacie wszędzie. Memoriał JK, to przede wszystkim imprezka dla dzieciaków i mastersów znaczy bardzo dorosłych zawodników. Sprinty swoje prawa mają, wszystko leci jak w fabryce na taśmie. Sprawnie i żwawo. Pomost, w dół rzeki chwilka, nawrotka, ustawka, skrócona komenda, parę ruchów i znów pomost. Szybko? Szybko. Wszystko byłoby cacy, gdyby nie aura, no ta to potrafi zmącić plany organizacyjne. Humorów jednak nie jest w stanie zepsuć. Zawody w Płocku charakteryzują się tym, że wiesz, Ty to wiesz że pogoda będzie do bani. Czujesz, to „w kościach” na pół roku na przód. Rozsądek mówi, daj sobie spokój. Jest jeszcze serducho, które mówi, serio?? Gdzie masz taką pogodową atmosferkę, gdzie masz w ogóle taką atmosferkę?? Przemoczony, trzęsiesz się z zimna, bo wiatr wieje jak popadnie. Przebranie w suche ciuchy, albo idziesz na całość, bo bardziej mokro już nie będzie. Kurtki przeciwdeszczowe a Ty się zastanawiasz skąd mokra koszulka pod spodem. W tym roku inaczej u mastersów nie było, chociaż trzeba powiedzieć, że pogodynka coś poprzestawiała i pierwsza część zawodów obeszła się bez deszczu i wiatru. Kumulacja na pewno nastąpiła przed startami 8+. Co tam się działo. Ściana deszczu i oni, gladiatorzy wioseł, pogromcy fal, wiślani mocarze. Publika patrzy z podziwem, niektórzy nawet z dziwnym uśmieszkiem nie wiadomo skąd. Podziwem dlatego, ze wśród tych paru łódek jedna z naszymi 80+ na pokładzie. Panowie, czapeczki z głów. Nadchodzi moment na 1x męskie. Wierzcie albo nie w tych strugach wody oni idą na post, stawiają łódki i odpływają rozbujani falą na start. Minuta i panów nie widać, taka kurtynka wodna ich schowała. Nie wierzymy w to, co widzimy, twardzi goście z nich. Komisja sędziowska się nad nimi zlitowała i pada komenda … wracać. I nie jednemu przeszło przez głowę, poważnie?? Teraz to mówisz?? Żeby jednak nie było, szybkie suszonko, może zmiana wdzianka i prosimy na ergometry. Poszli, znakomita większość poszła. Przeciągnęli się przez 500 m. z całkiem fajnymi czasami, bo człek zrobi wszystko, gdy krew wojownika się „gotuje”. Rozdanie medali już na sali sportowej czasowo przeznaczonej dla części młodych gniewnych na sypialnię. Szanujemy, popieramy … młodych gniewnych. Wszyscy z dorosłych wioślarzy zadowoleni, bo każdy praktycznie wracał z jakimś medalem. Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, że z nie zrozumiałych dla nas względów zawody te wśród nestorów nie cieszą się szczytem popularności. Z jednej strony słabe, bo zasługują na liczniejszą obsadę. Z drugiej strony ok, bo dla każdego starczyło, a i atmosferka taka jakby bardziej kumpelska. Usprawiedliwieniem pewnie jest to, że wszyscy nasi mistrzowie i ci co się czuli, do Hiszpanii polecieli na MŚ Mastersów 2025. Wszędzie za prawdę być się nie da, ale to dobrze. Pakowanie sprzętu, ostatnie zbijane piątki, a deszcz oczywiście pada. Jedziemy w drogę powrotną do swoich jednostek macierzystych. To jednak nie koniec, każda impreza ma często swój ciąg dalszy. Czy ta miała ?? Nie pytajcie, kuluary się gotowały, stara wiara wie co z życiem robić.

Płocku, Ty nam mów, kiedy a my jesteśmy. Dzięki za super zawody, za utrzymanie pogodowej tradycji, za gościnność, za humor … dziękujemy.

SKIFF

Foto – Dariusz Reguliński, Ola Arcimowicz  

Twój tytuł idzie tutaj

przez Nazwisko artysty