łJerzy Pestka, który Masters w Polsce nie znał tego niewysokiego wzrostem, ale za to wielkiego charakterem zawodnika. My poprosiliśmy o rozmowę Jego przyjaciela Pana Bogusława Chwalisza. Długa to znajomość była i trochę Pan Bogusław był łaskaw nam opowiedzieć.
Mieliśmy po 16 lat, jak poznaliśmy się z Jerzym. Oczywiście dyscyplina – wioślarstwo. To był piękny czas i wspaniali ludzie. Pamiętam naszego trenera. Jan Krenc, wybitny wioślarz okresu międzywojennego. Olimpijczyk, medalista Igrzysk w LA 1932 r. Twardy, opiekuńczy, ale sprawiedliwy. Można śmiało powiedzieć jak ojciec, dobry ojciec. Mam w pamięci, że za własne pieniądze kupował nam soki, nawet pilnował byśmy w niedzielę chodzili do kościoła. Był to świat innych wartości. Ogromny autorytet, który wpoił nam wiele dobrych nawyków. Tak wtedy budowało się społeczność. Rozpoczęliśmy treningi juniorskie w 1959 r. i Mistrzostwem Polski. W roku 1960 znów Mistrzostwo Ploski i powtórka w 1961 r. Startowaliśmy z Jerzym na ósemce i odnosiliśmy sukcesy na tej osadzie. Lata miły a nas nawet zaczęto przygotowywać pod Igrzyska Olimpijskie, które odbyły się w Tokio w 1964 roku. Niestety różne sytuacje życiowe obsady osady pokrzyżowały te plany i na Igrzyska nie pojechaliśmy. Jurek później odłożył wiosła i skupił się na studiach na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. W tzw. międzyczasie uzyskał pierwszą licencję trenerską. Chciał być ciągle blisko ukochanej dyscypliny. Po studiach podjął pracę w hucie szkła w Ujściu, biorąc jednocześnie udział jako sędzia na krajowych zawodach. Do Ujścia trafia z tak zwanego skierowania. W latach głębokiego PRL-u studia były za darmo, ale naukę trzeba było odpracować w zakładzie wskazanym przez państwo. Takie czasy to były. Jerzy jednak żyje, pracuje i żeni się w 1968 r. ze swoją ukochaną Janką. Dziewczyną, której wioślarstwo nie było obce, nie rzadko zajmowała pozycję sternika w 8+. Rodzą się dzieci, córka i syn. Nawet wnuk Jerzego „liznął” wioślarstwa. Można śmiało powiedzieć, że rodzina wioślarska, bo i brat i siostra bliźniaczka z wiosłami zapoznani. Był bardzo troskliwym mężem, mówią, że jak coś obiecał, to święte. Jerzy osiedla się znów w Poznaniu już na dobre. Praca również w hucie szkła i sędziowanie. Ciągnęło wilka do lasu i w wieku 58 lat w roku 2000 wraca na wodę w kategorii Masters. Miał swoją starą, ale jeszcze do rzeczy łódkę, na której trenował. Medale przywozi z każdych zawodów, zwłaszcza rangi mistrzowskiej. Pływa na różnych osadach, czwórce podwójnej, dwójce podwójnej, mixtach. Był tego okresu czołowym zawodnikiem w tej kategorii. Startował również w dwójce na zawodach w Niemczech, zdobywając tam mistrzostwo tego kraju. Worek z medalami się rozwiązał. Jerzy zaczyna jeździć na Mistrzostwa Świata Masters i zaczyna przywozić stamtąd medale. W okresie zimowym startuje w zawodach rangi mistrzowskiej na ergometrze. Z tych zawodów również wraca z medalami, czy to Mistrzostwa Polski, czy Mistrzostwa Świata. Zdarzało się, że pakował swoje łódki na dach samochodu osobowego i w drogę. Jerzy miał pasję i potrafił się nią dzielić. Zostałem zapytany, jak Jerzego zapamiętam. Otóż przede wszystkim jako prawdziwego przyjaciela, na którego zawsze można było liczyć. Sumienny i pracowity jak mało kto. Bezapelacyjnie był dobrym, prawym człowiekiem.
Rozmawiał SKIFF
Foto z uprzejmości: Małgorzata Zając – Przyczynek oraz Bogusław Chwalisz.
Autorka zdjęć, to dobry duch Jerzego Pestki. Pomysłodawczyni pożegnalnej „złotej” koszulki wręczonej Jerzemu podczas ostatnich dla Niego MP we Wrocławiu w roku 2025.