Co tam się działo ??  Wioślarskie Mistrzostwa Polski Masters 2025 tym razem gościnnie w Kruszwicy. Tradycyjnie biegi rozgrywane były na dystansie 1000 m. Organizator zadecydował o startach tzw. lotnych, zwanych przez niektórych ustawkami. Sędziowie próbują zgrać dzioby łodzi w jednej linii, gdzie po skrócanych komendach osady są wypuszczane do biegu. Lotny start ma miejsce w połowie klasycznego dystansu, znaczy na tysięcznym metrze. Biegi kończą się na „fabrycznej” linii mety. Takie decyzje startowe, a nie inne miały swoje uzasadnienie. Mianowicie, jasny obraz końcówki przejazdu dla kibiców, ustawienie kamer wreszcie prawidłowa sędziowska ocena finiszu. Wszystko się zgadza, ale nowicjuszom i mniej wprawionym trochę to krwi napsuło. Cóż poradzić, to gwiazdy są dla kibiców, a nie odwrotnie. Generalnie zawody toczyły się swoim tempem, równym rytmem z jednym mały pogodowym wyjątkiem. Stan burzowy z silnym wiatrem i opadami deszczu nie pozwolił na rozpoczęcie zmagań mastersów o czasie. Osady gotowe do startu i te w przygotowaniu dostały jasne i stanowcze polecenie powrotu do pomostu. Niestety nie obyło się bez strat w sprzęcie, który spadł ze stojaków czy kobyłek. Po mniej więcej godzinie aurowego szaleństwa wszystko wróciło do normy. Z biegu na bieg emocje rosły. Faworytki i faworyci nie zawiedli. Sobotni finałowy bieg ósemek jak wisienka na torcie okrasił i zamknął zmagania mastersów. Osady musiała „pogodzić” fotokomórka, taki był to bieg.

Zawodnicy z Kruszwicy wyjechali, nasz przedstawiciel obecny na zawodach też. W bliskim otoczeniu pojawiły się pytania, sugestie może nawet niepokój. Rzecz w personalnym rozmachu, jaki towarzyszył imprezie. Oczywiście cieszy rosnąca z roku na rok obsada zawodów tej rangi. Rosnące poszanowanie dla Mastersów i poważnie traktowanie przez władze Związkowe. Zastanowiło nas jednak zupełnie co innego. Patrząc na minione lata w gronie wygranych mamy znakomitą większość powtarzalnych nazwisk. Wszystko jest zrozumiałe. Najlepsi wygrywają. Zwiększa się jednocześnie „tło” personalne, co przekłada się na ilość zgłoszonych osad. Uzyskanie licencji masters przy PZTW nie stanowi żadnego problemu, a tylko posiadanie tej licencji otwiera drzwi do startu w imprezach rangi Mistrzostw Polski. Amatorzy ze stażem bardzo krótkim, by wystartować w zawodach ogólnopolskich z tzw. renomą, wykupują licencje związkowe. Mniej lub bardziej świadomi ryzyka wykluczenia z grona początkujących i możliwości ścigania się pod „płaszczykiem” nazwy „amator” w innych spotkaniach. Może to powodować pewnie nie frustrację, ale z czasem poczucie „szklanego sportowego sufitu”. Prawda jest taka, że poza jednostkami, wyjątkami osoby rozpoczynające przygodę wioślarską w późniejszym wieku, nie mają wielkich szans dogonić mastersów, którzy całe życie z łódki nie zeszli. Zrodziła się kiedyś idea Ligi Amatorów, po której cień został w postaci poznańskich zmagań. „Wiara na Wiosła Tej”. Czy warto obudzić tę koncepcję na nowo? Temat morze, by się powiedziało. Temat na zupełnie inne przemyślenia.

Reasumując, być w sąsiedztwie Mistrzostw Polski seniorów służy imprezie Masters.  Powaga sytuacji daje się odczuć. Możliwość oglądania na żywo on-line, czapeczki z głów. Wzajemna klubowa asekuracja sprzętowa, to bardzo miłe, chociaż dały się wyczuć całkiem niepotrzebne personalne „wycieczki”. Dosłownie dwa słowa o seniorach, bo o wszystkim przeczytacie na stronie PZTW. Kto miał się pokazać z dobrej strony, pokazał się. Nas bardzo ucieszył powrót po długiej absencji Katarzyny Zillmann. Powrót z przytupem w postaci zdobytych dwóch złotych medali w osadach 4- i 8+. Trzymamy kciuki i życząc powodzenia w ciągu dalszym kariery, zdrowia również życzymy.

Specjale podziękowania składamy Stellantis Polska, Citroen Polska za użyczenie pięknego, jeszcze pachnącego nowością samochodu Citroen  C4 MAX HYBRID z motorem145KM i automatyczną skrzynią biegów. Szczęśliwie i bezpiecznie przewiózł część naszych Mastersów na Mistrzostwa Polski. Szalenie komfortowe auto i jakże ta „cytrynka” komponowała się ze światem sportu , to trzeba było zobaczyć.

SKIFF