To już tydzień. 31 stycznia 2026 roku Wrocław stał się centrum polskiego wioślarstwa halowego. To właśnie w stolicy Dolnego Śląska odbyły się Mistrzostwa Polski na ergometrze wioślarskim – jedno z najważniejszych wydarzeń sezonu zimowego, które co roku przyciąga najlepszych zawodników z całego kraju. Zawody zgromadziły setki uczestników reprezentujących kluby sportowe, akademie wychowania fizycznego oraz szkoły mistrzostwa sportowego. Rywalizacja toczyła się w wielu kategoriach wiekowych – od juniorów, przez seniorów, aż po mastersów – a także w podziale na wagi lekkie i otwarte. Dzięki temu mistrzostwa miały charakter zarówno wyjątkowej rywalizacji o medale, jak i szerokiego święta wioślarstwa. Ergometr wioślarski, choć pozbawiony kontaktu z wodą, nie wybacza błędów. Każdy start był próbą siły, wytrzymałości i odporności psychicznej. Zawodnicy mierzyli się najczęściej z dystansem 2000 metrów, a różnice na mecie nierzadko wynosiły kilka sekund. Trybuny wrocławskiej hali wypełniły się kibicami, którzy głośnym dopingiem dodawali energii walczącym sportowcom. Mistrzostwa Polski na ergometrze tradycyjnie stanowią ważny punkt w kalendarzu szkoleniowym kadry narodowej. Uzyskane wyniki są istotnym kryterium w procesie reprezentacyjnym oraz wyznacznikiem formy przed nadchodzącym sezonem na wodzie. Tegoroczna edycja potwierdziła wysoki poziom sportowy krajowej czołówki i pokazała, że młode pokolenie wioślarzy coraz śmielej puka do drzwi seniorskiej elity. Organizacja zawodów we Wrocławiu uczestnicy oceniają wysoko zarówno zawodnicy, jak i trenerzy. Sprawny przebieg rywalizacji, nowoczesna infrastruktura oraz sportowa atmosfera sprawiły, że mistrzostwa na długo pozostaną w pamięci uczestników. Wrocławska edycja Mistrzostw Polski na ergometrze wioślarskim po raz kolejny udowodniła, że wioślarstwo halowe jest nie tylko doskonałym narzędziem treningowym, ale również widowiskową i emocjonującą dyscypliną sportu. W zasadzie wszystko. Pięknie można powiedzieć, ale czy nie macie poczucia, że pasuje tu powiedzenie – emocje jak na grzybobraniu?

Nam niestety, jak co rok czegoś brakuje. Jak co rok brakuje nam dopingu w końcówce zawodów. Z każdą godziną odlatuje show. Wtedy kiedy startują osoby z niepełnosprawnością i mastersi. Żeby nie było, nie czepiamy się, bo nie to jest celem. Zwyczajnie uważamy, że drobna korekta programu godzinowego mogłaby utrzymać pełne trybuny do końca imprezy. Spiker prowadzący nie musiałby parokrotnie zachęcać do dopingu. Organizator tradycyjnie trzyma się „utartej ścieżki”, schematu godzinowego. Owszem wszystko przebiega szybko, sprawnie i … do domu. Pewnie już tak zostanie i za rok znów nie da się zauważyć, by to zimowe święto wioślarskie nie dzieliło zawodników na tych ważnych i tych mniej powiedzmy ciekawych. O sprzątaniu sprzętu podczas ostatnich dekoracji nie wspomnimy, to jest lekceważące. Koniec „płaczu”,  przecież poza cudowną zabawą podczas pierwszej fazy zawodów były zjawiska, których nie sposób pominąć. Prawie trzydziestu zawodników z niepełnosprawnościami. Każdy z nich to heros ergometru. W naszej ocenie na szczególne brawa zasługują zawodnicy, którzy potrzebują jedenastu, czasem dwunastu minut na pokonanie dystansu 2000 m. Dla wszystkich to walka  nie tylko z maszyną, to wyjątkowa walka z samym sobą ze swoimi słabościami. Panie, Panowie czapki z głów. Dopłynęliśmy do Mastersów i tu się działo. Kolokwialnie mówiąc, obłożenie zawodów robi wrażenie. Panów dwudziestu ośmiu od rocznika 1942 do rocznika 1993. Między zawodnikami potrafiły być różnice przeszło pół wieku, to robi wrażenie. Szkoda, że nie ma opcji dzielenia startujących na dwie grupy. Pierwsza bez przeliczników i druga z przelicznikami. Prawda jest taka, że Panowie bez handicapu nie mają szans, a już na pewno ich szanse są małe w rywalizacji z przelicznikowymi mocarzami. Zaskakująco w tym roku u Pań sytuacja ta wyglądała zupełnie inaczej. Osiem dziewczyn zameldowało się na starcie. Częsty widok na MP to nie jest. Panie są fantastyczne. Metryki nie oglądamy, ale najstarsza Pani wygrywa rywalizację i przeliczniki nie były jej do tego potrzebne. Szczere gratulacje dla wygranych i dla wszystkich uczestników. I tylko szkoda braku reprezentantów z coraz liczniejszych i liczebniejszych amatorskich krajowych klubów. Mamy jednak wisienkę na torcie. Warszawskie Stowarzyszenie Olimpijskie „WygrywaMy”. Klub jeszcze bez większych tradycji, ale jego dynamika pozytywnie zaskakuje. Złoto w kategorii masters pań, srebro w kategorii masters panów. Oraz złoto, grupa z niepełnosprawnością, kategoria PR3-VI K. Przejść obojętnie się nie da. Ciekawi nas to stowarzyszenie coraz bardziej. Reasumując, uczestnikom zawodów nie można odebrać radości ze startów. Dla grup dorosłych zwanych też weteranami i amatorami to również okazja do spotkania, pogadania, wymiany spostrzeżeń i planów. Ogólnie rzecz biorąc impreza w zasadzie bez fajerwerków jak zwykle, ale z pewnymi pozytywnymi zajawkami. Do zobaczenia za rok.

SKIFF

FOTO – https://www.facebook.com/FOTOwioslaZB